Teksas nie powinien pytać, czy wymagać czytania Biblii w szkołach, ale dlaczegotłumaczenie

(RNS) — W zeszłym tygodniu Rada ds. Edukacji stanu Teksas zatwierdziła listę obowiązkowych lektur dla szkół publicznych. Zmiana, która znalazła się na pierwszych stronach gazet, to nowy wymóg programowy zajęć językowych, który obejmuje historie biblijne i fragmenty z Biblii. Niezliczeni chrześcijanie (i nie tylko) zastanawiają się obecnie, czy Biblia powinna być lekturą obowiązkową w szkołach publicznych, biorąc pod uwagę pluralistyczny charakter naszego narodu.
Jednak to, czy Biblia powinna być lekturą obowiązkową w szkołach publicznych, czy nie, nie jest właściwym pytaniem. Nie jest to też sprawa najpilniejsza dla chrześcijan.
To, jakich tekstów się uczy (a jakie są z nich wyłączone) jest oczywiście ważną kwestią. Osobną kwestią są także kwalifikacje nauczycieli, którzy uczą danego materiału. Jednak nauczyciel mający kwalifikacje do nauczania doktora Suessa czy Szekspira ma takie same kwalifikacje (lub nie) do nauczania Biblii, jak literatury.
Listy czytelnicze – niezależnie od tego, czy dotyczą tekstów wymaganych, zalecanych czy usuniętych – zawsze budzą kontrowersje. Każda podstawa programowa ze swej natury tworzy napięcie pomiędzy dwoma konkurującymi dobrami: kultywowaniem wspólnego zasobu wiedzy i zapewnieniem wolności nauczycielom, klasom i szkołom…



