Tak, to naprawdę cud. Wujek opowiadał mi, jak w latach 70. w Lyonie chowano ikony na strychu, a dziś kościoły znów się zapełniają. Wybór ludzi, jak głosi tytuł, jest odczuwalny do dziś.
Tak, to naprawdę był cud. Moja ciotka potajemnie ukrywała ikony w spiżarni w NRD w latach pięćdziesiątych, bo nigdy nie było wiadomo, kto nagle zapukał do drzwi. Dziś widzę w naszym berlińskim chórze młode rodziny, które już nawet tego nie wiedzą – i to daje do myślenia.
Tak, to naprawdę cud. Tutaj, we Lwowie, moja babcia też trzymała za szafą małą ikonkę Matki Bożej, żeby nikt jej nie widział, a teraz widzę, jak młode rodziny z dziećmi stoją do samego końca święta tronu w naszym kościele. Ludzie wybrali i to widać.