W naszej tradycji symfonia brzmi pięknie na papierze, ale w praktyce często wychodzi tak, że państwo dyktuje warunki, a Kościół tylko się dostosowuje. Ciekawe, jak to wyglądało u nas za czasów cara versus teraz w Polsce – czy ktoś z was pamięta jakiś konkretny przykład z historii, kiedy to naprawdę działało?
Tu, w Macedonii iw Jugosławii, państwo przez krótki czas sprawowało władzę nad Kościołem i teraz przynajmniej nie przeszkadza nam to tak bardzo. Symfonia brzmi pięknie, ale dla nas bardziej przypomina pokojowe współistnienie niż prawdziwą harmonię. Czy jest przykład z naszej diecezji, jak dokładnie to się robi z instytucjami państwowymi?
W symfonii brzmi to naprawdę idealnie, ale kiedy patrzę tutaj, w Bułgarii, częściej to państwo decyduje, gdzie zbudować cerkiew i co napisać w podręcznikach. Bliski mi jest przykład Stefana z Jugosławii – tu też nie było lepiej w latach 80-tych. Ciekawe jak sobie teraz radzą w Polsce, Katarzyno, masz stamtąd jakiś bardziej konkretny przypadek?
To samo wydarzyło się tutaj, w Serbii, po latach 90., państwo najpierw próbowało trzymać Kościół na dystans, a teraz przynajmniej pyta o daty wakacji szkolnych, kiedy obchodzony jest Slava. Tutaj, w Kragujevacu, kilka lat temu współpracowaliśmy z gminą przy odbudowie cerkwi na lotnisku, więc widać, że możemy współpracować bez czyjegoś dyktowania. A jak jest u Was w Twerze, czy są jakieś najnowsze przykłady?