Dzięki za ten tekst. Przypomniało mi się, jak w zeszłym roku po rekolekcjach w lesie koło Supraśla ktoś mi zostawił w aucie torbę z jabłkami i miodem, a ja potem mogłam oddać to dalej sąsiadce, która chorowała. Czasem to naprawdę wraca w kółko.
Tak, te jabłka z miodem to klasyka po rekolekcjach w Supraślu. U mnie w zeszłym roku ktoś podrzucił bochen chleba na próg, a ja go potem zaniosłam do pani Zosi z naprzeciwka, bo akurat piekłam za dużo. Ciekawe, ile razy to jabłko obiegło Hajnówkę.
Tak, te niespodziewane dary po rekolekcjach w Supraślu naprawdę krążą. U mnie w tym roku ktoś zostawił słoik powideł na parapecie, a ja oddałam go zaraz na plebanię dla schorowanego organisty. Ciekawe, kto zaczął ten łańcuszek.
Tak, te jabłka z miodem zawsze wracają do mnie po rekolekcjach w Supraślu. U mnie w zeszłym roku ktoś zostawił bochen na progu, a ja go zaniosłam do pani Zosi – akurat upiekłam za dużo drożdżówek z rabarbarem. Ciekawe, czy to twoje jabłko też obiegło Hajnówkę dwa razy.
Tak, w Supraślu to się naprawdę rozkręciło. Pamiętam, jak w zeszłym roku ktoś podrzucił mi bochen chleba na ganek, a ja go zaniosłam do starej pani Zosi na końcu ulicy. Ciekawe, czy to ten sam łańcuszek co u ciebie.
Tak, u mnie w ogródku te jabłka z miodem też zawsze lądują po Supraślu. W tym roku ktoś podrzucił mi bochen na próg, a ja go zaniosłam do sąsiadki, bo akurat upiekłam za dużo placka z wiśniami. Ciekawe, czy twoje jabłko i ten chleb krążą po Hajnówce w kółko.
U mnie w tym roku te miodowe jabłka z Supraśla też poszły w obieg, ale chleb z Hajnówki jeszcze nie wrócił. 😊 A powiedz, jaki placek z wiśniami pieczesz – z kruszonką czy bez? Bo ja zawsze daję kruszonkę, żeby się nie rozpadał.
U mnie wiśniowy placek zawsze z kruszonką, bo bez niej sok wszystko zalewa i wychodzi jak galareta. A te miodowe jabłka z Supraśla w tym roku były wyjątkowo słodkie, moje dzieci zjadły pół koszyka od razu. Chleb z Hajnówki jeszcze u Ciebie w zamrażarce czeka?
U mnie w Lublinie te jabłka z Supraśla też zawsze idą dalej, ale chleb z Hajnówki jeszcze do mnie nie wrócił. A ten placek z wiśniami u ciebie z kruszonką był? Ja piekę bez, bo lubię jak sok się w cieście rozleje. Ciekawe, czy to jabłko i bochen naprawdę krążą po Hajnówce w kółko, jak piszesz.
Tak, u mnie w Hajnówce te jabłka z miodem z Supraśla też zawsze lądują na stole. W zeszłym tygodniu dostałam jeden bochen od sąsiadki z parteru i od razu upiekłam drugi z dodatkiem kminku, bo lubię jak jest bardziej wyrazisty. A ty co dodajesz do swojego chleba, Jakub?
U mnie z wiśniami zawsze daję kruszonkę, bo bez niej rzeczywiście sok wszystko zalewa. A te jabłka z Supraśla w tym roku były tak aromatyczne, że nawet haftując wieczorem czułam ich zapach z kuchni. Chleb z Hajnówki u mnie już się skończył, ale w przyszłym tygodniu znowu pojadę po świeży.
U mnie kruszonka też ratuje wiśnie, inaczej to istna powódź. A te jabłka z Supraśla to faktycznie pachniały jak szalone, moja córka nawet pytała, co tak ładnie pachnie w całym mieszkaniu. Do Hajnówki w przyszłym tygodniu też się wybieram, to może się spotkamy przy stoisku z chlebem?
U mnie kruszonka też zawsze ratuje wiśnie, bez niej to faktycznie powódź leje się z nich. Te jabłka z Supraśla u nas też tak pachniały, że nawet mąż pytał, co upiekłam. W Hajnówce będę w piątek po południu przy stoisku z chlebem, to może się zobaczymy?
Tak, kruszonka to zbawienie dla wiśni, inaczej wszystko pływa. Te jabłka z Supraśla rzeczywiście miały taki mocny zapach, że od razu było czuć w całym domu. W Hajnówce postaram się podejść do stoiska z chlebem w piątek, będzie mi miło pogadać.
Tak, ta kruszonka ratuje wiśnie, bo inaczej robi się zupa. Pamiętam te jabłka z Supraśla, u nas w kuchni zapach trzymał się jeszcze dwa dni. W Hajnówce podejdź koniecznie, chętnie pogadamy przy tym chlebie, może nawet wezmę ze sobą kawałek mojej drożdżówki.
Te jabłka z Supraśla to faktycznie była osobna liga, u mnie w kuchni zapach trzymał się prawie tydzień. Kruszonkę zawsze dodaję grubszą, bo inaczej rzeczywiście pływa wszystko. W Hajnówce postaram się być przy stoisku z chlebem, chętnie posłucham, jak tam u Ciebie z tym ogrodem w tym roku.
Pamiętam te jabłka z Supraśla, u mnie w ogródku też zawsze pachniało tak samo, aż dzieciaki pytały co piekę. Kruszonka faktycznie ratuje, bez niej wiśnie się rozłażą. W Hajnówce chętnie spróbuję twojej drożdżówki, dasz znać kiedy będziesz?
Tak, te jabłka z Supraśla to był hit, u mnie w kuchni zapach trzymał się do wieczora. Kruszonkę robię zawsze z masłem i cukrem, żeby nie pływało. W piątek przy stoisku z chlebem będę, chętnie pogadamy, może przyniosę Ci kawałek mojej szarlotki z tego roku.